Dlaczego my, trenerzy, podczas meczów nie krzyczymy na dzieci?- czyli jak nie zabrać dziecku radości z uprawiania sportu

Odpowiedź na to pytanie wydaje mi się bardzo prosta i przystępna: nie krzyczymy, bo wiemy, że nie pomaga to dzieciom w uczeniu się nowych umiejętności. Nie krzyczymy, bo jesteśmy przekonani, że może to zburzyć relację, którą starannie budujemy z dziećmi podczas dziesiątek godzin treningów, meczów i wyjazdów. Nie krzyczymy, bo zdajemy sobie sprawę, że dzieci często postrzegają nas jako wzór do naśladowania i chcemy na swoim przykładzie zaprezentować, że emocje można opanować, a trudną sytuację rozwiązać bez podnoszenia głosu.
I w tym miejscu ten krótki artykuł powinien się kończyć, bo wyobrażam sobie, że Czytelnicy, kiwając głowami, wyrażają swoją aprobatę.

 

Niestety, m.in. w środowisku piłkarskim funkcjonuje pewien zestaw przekonań i opinii, pozwalający na utożsamianie trenera, który nie włącza krzyku do swojego repertuaru zachowań szkoleniowych, z osobą mało zaangażowaną i niezbyt mocno przejmującą się rozwojem piłkarskim swoich podopiecznych. A jako że sam miałem styczność z takim postrzeganiem znajomych trenerów, trenerek oraz mojego zachowania- pozwolę sobie trochę rozwinąć ten wątek, opowiadając pokrótce o filozofii “niekrzyczących” trenerów, łącząc przy tym perspektywę trenera z perspektywą psychologa sportu.

 

Na wstępie chciałbym jednak podkreślić, że artykuł ten w żadnym wypadku nie powinien być odbierany jako krytyka innych trenerów czy ich stylu pracy. Jest to raczej próba przybliżenia jednej z możliwych filozofii pracy szkoleniowej z dziećmi, w której podnoszenie głosu jest wykorzystywane tylko do regulowania intensywności pracy podczas treningu oraz sterowania uwagą zawodników.

 

Podstawę naszych rozważań niech stanowi interesujące badanie1, w którym grupie ponad 8000 dzieci zadano pytanie: “Dlaczego właściwie uprawiasz sport?”. Drogi czytelniku, jak myślisz, z jakimi odpowiedziami spotkali się badacze? I czy rzeczywiście na pierwszym miejscu znajdziemy chęć wygrywania spotkań oraz zdobywania pucharów?
Nic bardziej mylnego!

 

Najczęstsze odpowiedzi to:

  • Uprawiam sport, bo sprawia mi to przyjemność,
  • Bo czuję, że jestem w tym dobry/dobra,
  • Aby nauczyć się nowych rzeczy lub doskonalić wcześniej nabyte umiejętności,
  • Ponieważ chcę się czuć częścią drużyny.

 

W tym momencie proponuję, abyśmy wspólnie zastanowili się, jak każdy z wymienionych powodów może tracić na mocy w kontakcie z nieprzyjemną atmosferą, krzykiem, agresywnymi zachowaniami, nadmierną krytyką oraz brakiem poczucia bezpieczeństwa.

 

Uprawiam sport, bo sprawia mi to przyjemność – sprawa bardzo prosta – trudno jest czerpać przyjemność z gry w piłkę, jeśli ktoś ciągle wykrzykuje, że robimy to źle. A co sprawia małym piłkarzom największą radość? Oczywiście strzelanie goli, efektowny drybling oraz popisywanie się sztuczkami technicznymi. Nie będziemy więc tego zakazywać. W zamian staramy się tłumaczyć, w której strefie boiska takie zagrania mogą przynieść korzyść drużynie, a w której są mało praktyczne. Idąc tym tropem, jeżeli zauważymy odważny pomysł, który dziecko chciało zrealizować – będziemy chwalić i bić brawo, niezależnie od tego, czy zagranie się powiodło.

 

Ponieważ chcę się czuć częścią drużyny – głęboko wierzę, że sposób, w jaki odnosimy się do naszych zawodników, oraz reakcje trenerów na trudne sytuacje przenoszą się na interakcje między zawodnikami. Jeśli więc krzyczymy na dziecko, które popełniło błąd i straciło piłkę, to nie możemy się dziwić, że to samo dziecko będzie innym razem źle reagował na błąd kolegi z drużyny. A takie reakcje mogą w prostej linii prowadzić do pogorszenia relacji w drużynie.

Swoją drogą, zupełnie nie rozumiem, czemu służyć ma wytykanie dziecku straty piłki- przecież ten mały piłkarz właśnie pozbawił się swojego największego boiskowego skarbu. Czy zakładamy, że tego nie rozumie? Oczywiście czymś zupełnie innym jest sprawdzenie, czy dziecko wie, co mogło zrobić inaczej, aby piłki nie stracić- taka informacja zwrotna jest podstawą uczenia się.

 

Bo czuję, że jestem w tym dobry/dobra- “Trener podnosi głos, ciągle widzi moje błędy, chyba nic nie robię dobrze”- do takiego toku myślenia możemy doprowadzić naszych zawodników, jeżeli nie znajdziemy miejsca na pochwały oraz podkreślanie tego, co robią dobrze. W tym momencie spotykam się zazwyczaj z argumentami, że chwaląc zamiast krytykować “zagłaskamy zawodników” i że “nie nauczą się twardości”. W odpowiedzi przytoczę jeszcze jeden wniosek z badań: poczucie własnej kompetencji w uprawianej dyscyplinie okazuje się świetnie przewidywać późniejsze pozostanie dziecka w sporcie lub “wypadanie ze sportu”.2 Innymi słowy, jeżeli chcemy, żeby nasze dziecko uprawiało sport także w przyszłości, powinniśmy się postarać, aby czuło się docenione oraz kompetentne. Czy w takim razie powinniśmy całkowicie zrezygnować z krytyki i pokazywania dziecku gdzie i jaki błąd popełnia? Oczywiście, że nie! Proponuję natomiast utrzymywanie postulowanej przez psychologów proporcji 5 do 1, która oznacza, że, w ogólnym rozrachunku, na każdy negatywny komunikat powinno przypadać około pięciu pozytywnych. Pozwala to niwelować skutki negatywnego komunikatu oraz utrzymywać wiarę dziecka we własne umiejętności.

 

Aby nauczyć się nowych rzeczy- w jaki sposób zawodnik ma się uczyć, jeżeli nie może popełniać błędów!? Jak ma próbować nowych zagrań, jeśli za każdy błąd jest “nagradzany” krzykiem lub dosadną informacją, że niepotrzebnie naraża zespół na utratę gola? Przecież to właśnie te złe decyzje i pomyłki najlepiej pozwalają nam zapamiętać, co w danej sytuacji jest rozwiązaniem pożądanym, a której opcji powinniśmy unikać. Bez możliwości popełnienia lub zaobserwowania błędu u innej osoby, trudno jest mówić o efektywnym uczeniu się, bo operujemy w sferze abstrakcji. Na szczęście, zakazy dotyczące dryblingu i okrzyki typu: “wyjazd!” odchodzą powoli w niepamięć. Być może coraz więcej osób związanych z piłką dziecięcą dochodzi do wniosku, który pięknie sformułował Jose Mourinho, odpowiadając na pytanie “Dlaczego hiszpańska piłka odnosi większe sukcesy niż angielska”?


“Bo w Anglii uczy się wygrywać, a w Hiszpanii grać w piłkę”.

Pozostając w duchu komentarza, który wygłosił Mourinho- skupiajmy się na nauczaniu gry w piłkę i rozwoju dzieci, a nie na wyniku! Świetną ilustracją tego podejścia jest rozwiązanie przyjęte w Anglii- zakaz publikowania tabel z wynikami ligowymi (do kategorii U-11 włącznie). Dzięki takiej zmianie trenerzy, rodzice oraz sami zawodnicy, mogą bardziej koncentrować się na procesie rozwoju niż na samym wyniku. A pokusa, żeby krzyczeć jest dużo mniejsza 🙂

 

Wojciech Waleriańczyk

1Seefeldt, V., Ewing, M., & Walk, S. E. (1992). An overview of youth sports.

2Hedstrom, R., & Gould, D. (2004). Research in youth sports: Critical issues status. Michigan: Michigan State University, 1-42.